Wiosna! To podobno czas zmian… na lepsze!

Przesyłam wiosenne dzień dobry! I już tłumaczę się, czemu tak rzadko tu jestem. W sumie to nie trudno odgadnąć – im mniej mnie przed komputerem, tym więcej mnie offline ;). A było u nas wyjątkowo intensywnie. Właściwie to całą jesień i zimę poświęciliśmy na naszą adaptację w Gdyni. Przyzwyczajaliśmy się do życia nad morzem.

Zamieszkać w innym miejscu wcale nie jest tak trudno – wystarczy przenieść swoje rzeczy. Ale trzeba poświecić też całe mnóstwo czasu i zaangażowania żeby w tym nowym miejscu nauczyć się żyć i żeby to życie było przyjemne :).  I to taka praca u podstaw, bo tutaj zaczynaliśmy wszystko niemalże od początku:

  • urządzanie wynajmowanego mieszkania – żeby czuć się w nim jak w domu
  • wygospodarowanie przestrzeni do pracy – bo Mąż pracuje zdalnie
  • znalezienie fajnych sklepów – do których chcemy wracać, z miłą atmosferą i dobrymi produktami
  • wyszukanie świetnych kawiarni i restauracji – w których swobodnie i w przyjemnej atmosferze zjemy śniadanie, obiad lub kolację, (albo po prostu napijemy się kawy) z dwójką Brzdąców
  • wyszukanie miejsc na codzienne spacery, większe wyprawy i pierwsze wiosenne pikniki – w których Brzdące będą mogły się bawić i szaleć, a my – rodzice choć odrobinkę odpocząć.
  • trafienie na lekarzy – głównie dla dzieci, bo mój już 4-letni F. choruje trochę (za) często, więc regularnie odwiedzamy przychodnię i umawiamy specjalistów.

Była też adaptacja F. do  jego pierwszego przedszkola (choć w Warszawie też przez krótką chwilkę próbowaliśmy, ale jednogłośnie z Mężem uznaliśmy, że to dla naszego hajnida zbyt wcześnie). Były poszukiwania warsztatu samochodowego. Po prostu samo życie! 😉. A wszystko poprzeplatane z wyjazdami Męża do stacjonarnego biura w stolicy (żeby o nim nie zapomnieli :)). W tym czasie ja zostawałam z Brzdącami sama i mam wrażenie, że niemalże zawsze działo się „coś”.

To co w Warszawie było nam już dobrze znane i sprawnie funkcjonowało, trzeba było ułożyć na nowo tutaj – w Gdyni. To bardzo pracochłonne. Ale powolutku, metodą prób i błędów, udało się (tfu, tfu!)!  

Podstawy życia w Gdyni mamy już ogarnięte. Możemy iść dalej! 😉 Przechodzimy do trybu „zaawansowany mieszkaniec” i skoro podstawowe sprawy mamy już tu ogarnięte to pora na coś nowego i na coś lepszego.

Jak jesteście ze mną na Instagramie, to na pewno zauważyliście, że zaczęłam pokazywać nasze małe kroki wychodzenia z tego „normalnego” trybu konsumenta – do bardziej świadomych zakupów, bardziej ekologicznych i mniej plastikowych ;). W duchu #lesswaste i #zerowaste.

Jeżeli Was to interesuje, to zaglądajcie do mnie tutaj i na Instagram, a z chęcią pokażę Wam jak nasza rodzina próbuje być trochę milsza dla ziemi. Skoro tak chętnie korzystamy z jej darów – plaż, morza, lasów (i gór czasem też), to jednak fajnie byłoby gdyby nasza codzienność była dla środowiska, w którym żyjemy, choć trochę lepsza. So let’s go!

Jak bardzo podobał Ci się ten post?
(Visited 63 times, 1 visits today)

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *