„Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku.” – i czy w ogóle jest to możliwe?

Pewnie już gdzieś wpadła Ci w oko książka „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens” Mikołaja Marceli. Trochę mroczna okładka, chwytliwy tytuł i do tego jeszcze autorem jest polski nauczyciel, więc kto jak nie on zna się na systemie edukacji w kraju. Może nawet zastanawiasz się czy warto ją przeczytać. Ja to zrobiłam. Przeczytałam od początku do końca. Czy było warto?

Obecny system edukacji został wymyślony wieki temu (jakieś dwa wieki temu, czyli 200 lat temu) i ciągle działa, funkcjonuje i toczy się do przodu. Jak więc zmienić coś, do czego wszyscy zdążyli się już dawno przyzwyczaić? Jak ruszyć kolosem, który ma w swoich ramionach około 4,5 miliona uczniów, 600 tysięcy nauczycieli? Bo przecież nie ma co ukrywać, ale po prostu trzeba to zrobić. Najwyższa pora. I nie mówię tu o wymianie podręczników ani zmianie listy lektur obowiązkowych ;).

„Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens”

„Jeśli chcemy żyć w wolnym, sprawiedliwym i pozbawionym konfliktów świecie, potrzebujemy szkoły, w której wolność, sprawiedliwość i dialog są codziennym doświadczeniem dzieci. Jeśli chcemy żyć w społeczeństwie, w którym ludzie z ufnością patrzą w przyszłość, potrzebujemy szkoły, która ufa uczniom i pozwala decydować im o sobie” – twierdzi Mikołaj Marcela w swojej książce. Trudno się z nim nie zgodzić. A teraz pomyśl o typowej państwowej szkole…

W Polsce raczej szału nie ma. Delikatnie mówiąc. Mikołaj Marcela szkołę porównuje do … „fabryki, która:

  • wytwarza identyczne produkty (uczniów) według określonego wzorca (podstawa programowa);
  • organizuje edukację w postaci linii produkcyjnej (szkoła podstawowa, szkoła średnia, studia);
  • testuje gotowy produkt (matura i egzamin magisterski);
  • na każdym etapie standaryzuje produkcję (klasy organizowane według rocznika, 30 osób w klasie, te same sprawdziany dla wszystkich, tak samo umeblowane sale z ławkami ustawionymi w rzędach i skierowanymi w stronę biurka nauczyciela);
  • organizuje pracę w ośmiogodzinne dniówki podzielone na równe okresy pracy (po 45 min.) i przerwy, które oznajmiane są za pomocą dzwonka;
  • bazuje na mechanicznej pracy uczniów (zapamiętywanie informacji z kolejnych przedmiotów)
  • traktuje przedmiotowo pracowników (nauczycieli) i produkty (uczniów), odmawiając i jednym i drugim jakiejkolwiek decyzyjności;
  • normalizuje metody i narzędzia pracy (zamiast młotków i śrubokrętów – programy nauczania i podręczniki).”

I z tym porównaniem autora osobiście też się zgadzam. Ale nie zgadzam się z tym, żeby dzieciaki w szkołach (nie tylko moje, każde) traktowane były w ten właśnie sposób. Nie zgadzam się też z tym jaką rolę pełnią obecnie nauczyciele.  I co teraz?

Teraz mogłabym Ci streścić resztę książki Mikołaja Marceli, ale nie do końca o to mi chodzi ;). Wolałabym, żeby ten kto potrzebuje przeczytał tę książkę. Przeczytał i wyciągnął z niej wnioski na miarę swoich potrzeb i na miarę potrzeb swojego dziecka lub też na miarę potrzeb dzieci, które ma pod opieką.  Bo książkę przeczytać naprawdę warto!

Wcale nie dlatego, że wyjawia skrywane dotąd tajemnice o systemie edukacji w Polsce (wcale tego nie robi!).  Ale dlatego, że skłania do myślenia. A to dla mnie jest warte dużo więcej.

Książka „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku.”  napisana jest w bardzo przystępny sposób, czyta się ją naprawdę przyjemnie, co w porównaniu do innych książek poświęconych tematowi edukacji jest dużą odmianą.

Na jej treść kłada się mnóstwo pytań, na które warto poszukać odpowiedzi. Ale w całym tym szukaniu Mikołaj Marcela nie pozostawia nas samych sobie – podaje szereg przykładów szkół z różnych stron świata, które próbują edukować dzieci i młodzież w zupełnie inny sposób. Szczegółowo (ale nie za bardzo) opisuje również Finlandię, kraj w których reforma systemu edukacji okazała się wielkim sukcesem. Kraj, w którym system edukacji jest przyjazny dla uczniów, a jego podstawą są mądrzy, wykształceni, dobrze wynagradzani i szczęśliwi nauczyciele. Da się.

W „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku” autor przedstawił całe mnóstwo prostych przykładów i rozwiązań, których wprowadzenie wcale nie jest kosztowne, a przyniesie dużo dobrego zarówno uczniom jak i nauczycielom. 

Takim malutkim krokiem jest budowanie dobrych relacji między uczniami i nauczycielami. Jak zacząć? Najprościej: porannym pytaniem „co u ciebie?” albo wspólnym lunchem w ciągu dnia, kiedy to nauczyciel ma czas porozmawiania z uczniami. Zdawałoby się zwykłe pytanie, które jednocześnie jest oznaką troski i zainteresowania drugą osobą. Nie mówiąc już o tym, że to malutki krok w budowaniu dobrych relacji w domu – wystarczy spytać „co u ciebie?” zamiast „jaką dostałeś ocenę?”. A prawda jest taka, że dzieciaki nie uczą się od tych, których nie lubią i o roli autorytetów też w tej książce przeczytasz naprawdę sporo.

Jednak nawet te najmniejsze rozwiązania wymagają tylko i aż ZAANGAŻOWANIA, którego tak bardzo wszystkim teraz brakuje. Według mnie warto zadać sobie choć trochę trudu, żeby edukacja była nie dość, że dużo bardziej przyjemniejsza to jeszcze EFEKTYWNA. 

O! I tutaj jeszcze podam przykład z książki, który bardzo mi się spodobał:

„Szkoły powinny przestawić się z systemu „trzech Z” (zapamiętać, zdać, zapomnieć) na uczenie czterech K:

  • krytycznego myślenia,
  • komunikacji,
  • kooperacji,
  • kreatywności.”

Tylko jak tego uczyć kiedy w szkołach uczniowie nie mają żadnej możliwości decydowania o sobie? Nie pozwala się im wybierać przedmiotów, których chcą się doskonalić ani nie wspiera się ich w rozwoju ich indywidualnych talentów i umiejętności? I o tym też jest w książce! O tym jak ważne jest wspieranie naturalnej ciekawości i o tym, że człowiek najlepiej uczy się wtedy, kiedy sprawia mu to radość. Nie wtedy, kiedy wisi nad nim widmo kolejnego sprawdzianu, testu i kartkówki.

System edukacji w Polsce potrzebuje zmian. Nie jednej wielkiej. Potrzebuje wielu większych i mniejszych zmian, dopasowanych do dzieci i młodzieży. Dopasowanych do różnorodnych potrzeb, bo nie da się stworzyć jednego typu szkoły idealnej dla wszystkich. Trzeba zaakceptować różnorodność w systemie szkolnictwa też. I o tym też przeczytasz  w „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku”.

Odpowiadając więc na pytanie z początku tego wpisu jeszcze raz podkreślę, że TAK warto przeczytać tę książkę. Jednak samo przeczytanie nie wystarczy, ale to przecież już dobrze wiesz. 😉

 

P.S. Jak na książkę, która namawia do dopasowania szkoły do XXI w. przystało, została również wydana w nowoczesny sposób. Dlatego możesz ją mieć w wersji papierowej, w formie ebooka, oraz audiobooka. A na Ojcowskiej Stronie Mocy jest też świetny podcast (+ pełna transkrypcja rozmowy) z udziałem Mikołaja Marceli.

 

Czytaj, słuchaj, myśl i działaj! 😉

 

(Visited 58 times, 1 visits today)

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *