5 głównych powodów naszej przeprowadzki do Gdyni

Do Gdyni z Warszawy przeprowadziliśmy się prawie miesiąc temu. To już wiecie. Zdążyliśmy już rozpakować najważniejsze rzeczy. Te „mniej ważne” i „jeszcze nie niezbędne” powoli układamy w garażu (mam nadzieję, że zdążymy go uporządkować na tyle, by wjechać tam autem na zimę 😜). Ale nie o garażu dziś chciałam, ani nie o rozpakowywaniu kartonów. Dziś chciałam Wam napisać dlaczego w ogóle zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę i to aż do Gdyni. Dziś powiem Wam, dlaczego mieszkamy w Gdyni.

Od razu uprzedzę, że z Gdynią nie jesteśmy powiązani (lub przywiązani) rodzinnie – w sensie ani ja, ani mój Mąż nie mamy tu rodziny i krewnych. Nie mamy tu korzeni. Przyjechaliśmy do Gdyni, bo po prostu bardzo nam się tu spodobało, a co dokładnie? Już Wam mówię!

POWIETRZE

W Warszawie, tak samo jak w większej części Polski, wraz z jesiennym chłodem zaczyna się trudny do oddychania czas. A wszystko to przez SMOG, który skutecznie utrudnia czerpanie przyjemności ze spędzania czasu poza domem i w domu trochę też. Pod tym względem nad morzem jest znacznie lepiej. A jak korzystacie z aplikacji informujących o stężeniu PM 10 i PM 2,5 (Kanarek, Airly etc.), to pewnie wiecie, że często zielony kolor jest tylko nad morzem. Oczywiście Trójmiasto całkiem wolne od smogu nie jest. To nie jest tak, ze tutaj żyją inni ludzie, którzy śmieci wrzucają do worków, a nie do pieca. Chociaż bardzo chciałabym w to wierzyć. Jednak lepszą niż w Warszawie jakość powietrza zapewnia tu przestrzeń. I wiecznie wiejący wiatr. 😉

ZACHWYT

Ta wielka przestrzeń, którą daje morze i związane z nią niesamowite widoki wzbudzają w nas nieustanny zachwyt. Tu łatwiej nam i prościej cieszyć się codziennością. Nie wiąże się to tylko i wyłącznie z przeprowadzką do Gdyni, bo wraz ze zmianą miasta zamieniliśmy też mieszkanie na kawałek domu z dostępem do ogródka, Warszawski Wawer – na Orłowo, a Mąż zamienił codzienne dojazdy do pracy – na pracę zdalną.
Tu jest nam jednak o wiele prościej dotrzeć do ciekawych i wyjątkowych miejsc nawet w tygodniu. W Warszawie takie miejsca odwiedzaliśmy zazwyczaj w weekendy. Czyli tak samo jak większość rodzin z dziećmi i jak większość staliśmy w kolejkach, a potem narzekaliśmy na tłumy…

MOŻLIWOŚCI

Warszawa to miasto wielkich możliwości. Dla nas często okazywała się taką trochę złotą klatką – bo wszędzie trzeba dojeżdżać. Komunikacją miejską, z wózkiem i dwójką dzieci, tam i z powrotem, to nie lada wyczyn – zwłaszcza, że nie każdy przystanek jest przystosowany do przemieszczania się z małym brzdącem w wózku. Nie mówiąc już o przemieszczaniu po mieście. Często czułam się jakbym przedzierała się przez dżunglę ze schodów, krawężników, kładek z niedziałającą windą, źle zaparkowanych aut i tłumów ludzi… I zanim gdzieś dojechałam to już byłam zmęczona i po prostu… zła. Podróżowanie samochodem jest znacznie wygodniejsze, wystarczy tylko znaleźć miejsce parkingowe i wystać swoje w korkach…
Często, więc zabierałam Brzdące do… pobliskiego lasu. Warszawskie możliwości nie były nam potrzebne.

W Trójmieście też jest mnóstwo możliwości. I to zupełnie innych niż w mieście. Mam już wypisaną całą listę miejsc do odwiedzenia. Jednak póki pogoda jest ładna i kiedy to ciągle „nowość” Brzdące chcą chodzić na plażę. Ja też.

SPOKÓJ

Tu jest też coś jeszcze co nam bardzo odpowiada: większy spokój w ludziach. Taki mentalny spokój. Nie mówię o obojętności, ale o takim większym luzie w życiu. Jest znacznie mniej ludzi i nie czuć takiego pośpiechu na ulicy. Jest mniej pędu.

W moim ulubionym sklepie z pieczywem, Pani sprzedawczyni ma zawsze czas porozmawiać z F., który zadaje mnóstwo pytań. Dzięki temu wiem, który chleb jest najsmaczniejszy. A jak nikogo u niej akurat nie ma, to wyciąga druty i w skupieniu wyplata.

Ja do lekarza zostałam przyjęta tego samego dnia, którego się zarejestrowałam w rejonowej przychodni. Choć wpisałam się dopiero o 14.

Pan, któremu zwróciłam uwagę, że zajął autem cały chodnik – przeprosił i przeparkował. Nie nawrzeszczał, że: „ja tylko na moment, a Pani to se może przejść drugą stroną ulicy, nie?”. W Warszawie standardem było to drugie. Sprawdzałam nie raz.

POTRZEBA ZMIANY

W Warszawie spędziłam 30 lat! 30 lat! Z małymi przerwami na wakacyjne wyjazdy. Ja po prostu chciałam zobaczyć jak to jest żyć gdzieś indziej. I właściwie zmiany miejsca zamieszkania to ja mam we krwi. Zarówno mój dziadek jak i babcia przyjechali do Warszawy z przeróżnych życiowych powodów (to piękne i trochę smutne historie), tata też nie jest ze stolicy (on jest z Kielc…). To po prostu geny ;). Mąż też nie ma w swojej historii tylko jednego jedynego miasta. Choć jego zawodowa kariera pewnie lepiej toczyłaby się w Warszawie, ale o tym innym razem. My po prostu chcieliśmy żyć trochę inaczej. Trochę gdzieś indziej. 

Nie chcę tu nikogo przekonywać, że Gdynia jest lepsza od Warszawy.

Nie chcę się spierać na tysiące argumentów, których w ostatnim czasie (od rodziny i znajomych) słyszałam całe mnóstwo. Chcę Wam tylko pokazać to, co w Gdyni spodobało się mnie. I jak bardzo te powyższe punkty tworzą naszą spójną całość, która pchnęła nas do podjęcia decyzji o przeprowadzce. 😉

P.S Mam też cichą nadzieję, że czystsze powietrze, bliskość natury i spokój pozwoli też nam mniej chorować. Póki co, to zostaje tylko w sferze moich marzeń i małych oczekiwań, bo jak na złość 3,5-letni F. (nasz mały alergik) właśnie walczy z jakimś paskudztwem już kolejny tydzień. 😷Ja pierwszy raz od x lat mam anginę. 😱 Ale może długoterminowo chorób będzie mniej… 🙂 Ja za to mocno trzymam kciuki!

(Visited 565 times, 1 visits today)

1 Comment

  1. Ola 9 czerwca 2019 at 22:03

    Też marzy mi się przeprowadzka nad polskie morze. Czy pogoda jest inna? Zimniej i bardziej deszczowo?

    Reply

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *